Teksty/Opowiadania/Gdzie Baba nie może

Gdzie Baba nie może cz. I

Posted on

Biegł przez las. Gałęzie młodych sosen i świerków niemiłosiernie chłostały go po twarzy. Nie mógł osłonić się rękoma, bo obie dłonie miał zajęte. W jednaj trzymał karabin, a w drugiej GPS, na którym nieustannie sprawdzał swoje położenie. Próbował się uchylać przed bolesnymi uderzeniami, ale na niewiele się to zdało.
Wracał tą samą trasą, którą tu przyszli. Mimo to, nic nie wyglądało tak samo. Nic nie przypominało drogi, którą szedł ledwie kilkanaście godzin temu. Wtedy to był spacerek. Szybki marsz bez większych niespodzianek. Teraz była to droga przez mękę. Miał wrażenie, że wszystkie drzewa, krzaki, a nawet runo leśne stara mu się utrudnić przebycie tych ostatnich kilkuset metrów. Tylko kilkaset metrów. 378 według wskazań na wyświetlaczu. Tylko tyle dzieliło go od ocalenia. Od miejsca gdzie wczoraj zaparkowali samochody. Wczoraj! Jezu, to było wczoraj, pomyślał. Czuł, że traci zmysły. To niemożliwe! Do tej pory wydawało mu się, że od tego czasu minęły dni, może nawet tygodnie. Ale według wszystkich jego elektronicznych gadżetów, które teraz jakby odzyskały życie po niewyjaśnionej awarii, było to rzeczywiście wczoraj. Nie mógł w to uwierzyć.