Diabeł nie śpi cz. II

Posted on

Uroczysko (ilustr. Joanna Wolska)

 

Borutę obudził harmider i gniewne porykiwania. Przetarł oczy. Ziewając uchylił okno i odepchnął okiennice, które były od wczoraj zamknięte.
Na szerokiej grobli biegnącej między dwoma stawami, która była jednocześnie podjazdem prowadzącym do dworu, miotał się Gryz. Ryczał, parskał, tłukł kopytami o żwir alejki, a łapami o odźwiernych Boruty. W tym przypadku o czterech starych, wysłużonych, częściowo nadgniłych i mocno nadpalonych topielców.
Między drugim i trzecim ziewnięciem Boruty, Gryz zdążył rozedrzeć jednego z utopców na kawałki, a drugiego rozniósł na kopytach i zmieszał ze żwirem. Widok ten nie zraził dwóch pozostałych obrońców dworu. Obaj skoczyli na czarta, zachodząc go z dwóch stron, i dotkliwie pokaleczyli mu skórę przerdzewiałymi złomkami szabel. Czart nie pozostał im dłuży.
Boruta westchnął. Przez te kilkaset lat zdążył polubić tych nadętych i zachłystujących się gulgotem truposzy. A teraz musiał obserwować jak ostatni z nich ginie przegryziony na pół olbrzymimi szczękami czarta. Odszedł od okna i zarzucił szlafrok na plecy i wyszedł z sypialni. Podszedł do drzwi wejściowych, ale nie zdążył ich otworzyć. Zdążył natomiast uchylić się gdy wypadły z hukiem z futryny i przeleciały lotem koszącym kilka centymetrów od niego.
– Wystarczyło zapukać – powiedział Boruta i ziewną po raz czwarty.
Gryz nie odpowiedział. Nie wszedł do środka. Stał na ganku, sapał i wpatrywał się wściekłym wzorkiem w bożyca.
– Nie ziewnąłeś – stwierdził Boruta – Wiesz o czym to świadczy?
– Co kurwańcka?!
– Źle sformułowałeś pytanie, ale i tak ci odpowiem. Podobno wspólne ziewanie to oznaka empatii. Zwykle osoba widząca, jak ktoś ziewa, dołącza się i ziewa wraz z nim. Niektórym wystarczy nawet rozmowa o ziewaniu lub sama myśl, żeby zacząć ziewać. Ciebie to nie ruszyło. A ziewnąłem, nie ma co ukrywać, nie próbując nawet zakryć ust. Wiesz zatem o czym to świadczy?
– Żeżkurwańcka… – warknął Gryz i władował się do środka.
– Nie, ale blisko. To świadczy o tym, że nie umiesz współodczuwać.
– Co kurwańcka?! – Gryz znów się zatrzymał.
– Tak. Teraz to pytanie jest na miejscu. Nie umiesz współodczuwać – nie posiadasz empatii. Nie pytaj mnie dlaczego? Nie mam pojęcia. Usłyszałem to w jednym serialu. Swoją drogą, całkiem niezłe robią teraz seriale. Większość filmów to chłam, ale seriale są całkiem, całkiem. No i wreszcie zrobili Kaznodzieję. Co prawda jeszcze nie widziałem, ale podobno jest nieźle. No i wzięli się za Gaimana. Lubisz komiksy?
Gryz nie drgnął nawet. Zamarł z łapą wzniesioną do ciosu. Tak jakby potok słów, który wylewał się z ust Boruty, zaklął go w kamień. Na jego zwierzęcym pysku zaskoczenie walczyło o palmę pierwszeństwa z wściekłością. Wyglądało na to, że wygrywa w cuglach.
– Nie? – kontynuował wywód Boruta. – Ja do tej pory też byłem z nimi na bakier, ale Roki wspominał mi niedawno, że Wiara jest podobna do jednej z komiksowych postaci. Kojarzysz Wiarę? Nie? To ta dziewczynka, która stoi za twoimi plecami. Nie odwracaj się zbyt gwałtownie. Wygląda niepozornie, ale z łatwością rozerwie cię na kawałki. Wierz mi.
Boruta uniósł jeden kącik ust w kpiącym uśmiechu, który był czymś w rodzaju rodzinnej wizytówki.
Czart odwrócił się. Rzeczywiście zrobił to powoli. Za nim, tuż przed roztrzaskanymi drzwiami, stała dziewczynka. A może dziewczyna? Na pewno nastolatka, ale taka bliżej jedenastu, niż dziewiętnastu lat. Dziewczynka stała rozpromieniona i z zachwytem przyglądała się zwalistej sylwetce Gryza.
– Ojej! To diabeł! Prawdziwy diabeł! Jeszcze takiego nie wiedziałam! Mogę go zabić? Boruś, powiedz, że mogę. Proszę, proszę, proszę…
– Nie! – krzyknął Boruta, ale chyba uznał, że zabrzmiało to zbyt ostro, bo zaraz zmienił ton i przemówił łagodniej: – Nie, to nie jest diabeł.
– Jak to? Przecież ma rogi… O! I kopyta i ogon i… No i tak ogólnie diabelsko jakoś mi wygląda. Walnę go co? – zapytała, ale nic nie wskazywało na to, że zamierza czekać na pozwolenie Boruty.
Schyliła się i sięgnęła po kawałek wyłamanej futryny, zważyła go w ręku i uśmiechnęła się z zadowoleniem. Trudno było stwierdzić, czy jest zadowolona z improwizowanej broni, czy z sytuacji i tego co za chwilę miało się wydarzyć. Boruta uznał, że zapewne z tego i z tego, wiec nie czekając na potwierdzenie swych domysłów skoczył do przodu i zasłonił swoim ciałem Gryza. A przynajmniej starał się, bo nawet przy jego wzroście i posturze, wyglądało to tak jakby trzylatek próbował zasłonić przed wzrokiem rodziców pięćdziesięciocalowy telewizor, który właśnie sam się zrzucił z szafki.
– Nie, nie zostaw go, to mój… znajomy – powiedział Boruta, a słysząc własne słowa, sam nie mógł w nie uwierzyć, wiec uśmiechnął się przepraszająco.
– No dobra, ale wiesz, że ci nie wierze i będziesz mi musiał wszystko dokładnie wyjaśnić, bo jak nie to wezmę i go walnę! – powiedziała Wiara i wskazała belką na Gryza.
Czart przez cały ten czas stał oniemiały i niewzruszony. Bynajmniej nie dlatego, że nie chciał okazywać strachu. Wręcz przeciwnie, jemu po prostu nie mieściło się we łbie, że ktoś taki jak Wiara grozi mu i to nie wprost, ale tak jakby obok – poprzez rozmowę z kimś innym. Zachowanie bożyca również wychodziło poza granice czarciego rozumowania. Oto ten, którego przed chwilą chciał zatłuc na śmierć, stratować, rozszarpać, stratować, a potem rozwłóczyć i stratować jeszcze raz tak dla pewności, staje teraz w jego obronie, traktując całkowicie poważnie tę obok-groźbę. I to właśnie sprzężenie obu tych faktów, które w końcu dotarły do Gryza, doprowadziło do blokady i całkowitego zawieszenia.
– Co mu jest? – zapytała Wiara obchodząc dookoła czarta i przyglądając się mu uważnie.
– To pewnie… stres – Boruta nadal nie mógł uwierzyć w to co plecie.
– Stres? A czym on tak się zestresował?
Wiara przystanęła i delikatnie, jakby bojąc się, że to może go przewrócić, dotknęła palcem przedramienia czarta.
– Pewnie tobą. Nieważne.
– A dlaczego chciał cię zabić?
– Zabić? Nie, to było zwykłe nieporozumienie. On jest bardzo nerwowy.
– Właśnie widzę – powiedziała kpiąco i wskazała na roztrzaskane drzwi. – Widziałam też, te twoje paskudy. Nieźle je załatwił. Nie żebym miała coś przeciwko. Sama miałam ochotę rozczłonkować tych obrzydliwców i porozrzucać ich resztki po całym Międzyczasie. No, a teraz mów.
– O czym?
– O nim.
– To czart…
– Aha! Czyli jednak diabeł! – wykrzyknęła radośnie Wiara. – Miałam rację!
– Taki sam diabeł jak ja. Rozumiesz teraz? To świetnie. Tak jak mówiłem, to czart, który przyszedł tu z Wyraju.
– Z Międzyczasu? Kiedy? Ja go tu na pewno nie wpuściłam!
– A czy ja coś mówię? Poza tym, on tu mieszka już od kilku miesięcy, wiec na pewno nie ty go wpuściłaś. Sam wszedł.
– I nic nie wiedziałeś? Przecież…
– A możesz mi nie przerywać? Możesz? No, to dzięki. A właściwie, to po co my tu stoimy? Chodź, pogadamy w środku. Napijesz się kawy?
– Wolę kakao.
– Nie mam kakao.
– Teraz już masz – powiedziała Wiara i wyjęła z torby przewieszonej przez ramię, pudełko. – Jeśli już na stałe zstąpiłam na Ziemię…
– Cooo?!
– Oj tam Boruś. Nie dramatyzuj. Sam mówiłeś, że musicie mnie mieć na oku. Że nie mogą mnie znaleźć, ci co mnie szukają, żebym nie wpadała w ich niepowołane ręce i coś tam, coś tam, bla, bla, bla, mniejsza o większość.
– Ale w Rzymie…
– Wierz mi, Rzym to nie jest miejsce dla takiej dziewczyny jak ja. Przez tę karczmę przewala się mnóstwo podejrzanych typów. Bogów, półbogów, demonów, zdusz, magów, herosów, ascendentów, stworzy,… Wspominałam o demonach? Nawet sobie nie wyobrażasz co poniektórzy z nich mi proponowali…
– Widzieli cię?! Przecież miałaś nie wychodzić! Miałaś pozostać w ukryciu! Twardy kazał ci siedzieć…
– No właśnie i w tym właśnie tkwił problem. Miałam, ale nie siedziałam i doszło do niepotrzebnej bójki.
– Cooo?!
– No! Nieźle nie?! Dawno nikt się o mnie nie bił. Mało nie sfajczyli karczmy…
– Cooo?!
– Oj tam Boruś. Nie irytuj się, bo robią ci się takie te. Nic takiego się nie stało, ale uznałam, że lepiej mi będzie u ciebie.
– U mnie?!
– Ehe. Dlatego przyniosłam kakao.

* * *
Gryz ocknął się. Usłyszał śmiech dochodzący z głębi dworu, ale też jakby i z zewnątrz. Stanął na tylnych nogach. Wyprostował się. W tej pozycji miał prawie trzy metry wzrostu. Jego podwójne rogi żłobiły kanały w suficie hallu przy każdym ruchu łbem. Zastrzygł uszami. Powęszył. Prychnął, a potem schylił się i pomagając sobie przednimi łapami, wylazł tą samą drogą, którą wtargnął.
Zatrzymał się za progiem i znów zaczął nasłuchiwać. Po chwili ruszył truchtem wzdłuż budynku, kierując się na jego tyły. Tu, częściowo ocieniony przez narożną basztę, świadczącą o wcześniejszym charakterze budowli, znajdował się duży taras okolony kamiennymi balustradami i wyłożony marmurowymi płytami, które w wielu miejscach zapadły się i popękały.
Na tarasie stał w miarę współczesny komplet mebli ogrodowych, na których rozsiedli się Wiara i Boruta. Wiara siedziała na oparciu fotela i piła kakao z nadtłuczonego kubka, na którym widniał logotyp Społem. Fotel co chwila bujał się do tyłu, ale wbrew wszelkim prawom fizyki, nie przewracał. Boruta siedział rozparty naprzeciw, przyglądał się tej dziwnej ekwilibrystyce i palił ulubione cygaro.
Wiara pierwsza zobaczyła Gryza. Wychyliła fotel pod takim kątem, że stał już tylko na jednej nodze i pomachała radośnie do czarta. Gryz warknął w odpowiedzi, ale zamiast zaszarżować, jak to sobie planował, wykonał łapą ruch, który był czymś pomiędzy gestem powitalnym, a odgonieniem muchy.
– Żeżkurwańcka, żeby was… – warknął cicho i poczłapał na taras.
Boruta obserwował uważnie bestię. Potężne półtonowe cielsko przewaliło się przez balustradę i usiadło ciężko na wyciągniecie ręki od bożyca. Przez chwilę sapał głośno, a potem, nie odrywając wzroku od balansującej Wiary zapytał:
– Jak to robisz? Czarujesz?
– Nie – Wiara pokręciła głową i zakręciła fotelem. – To nie są czary. To kwestia…
– …wiary? – mruknął Gryz.
W jego głosie można było usłyszeć coś, co zwykło się nazywać nutą ironii. Nie brzmiała ona zbyt głośno, ale Boruta ją wychwycił i uniósł brwi ze zdziwieniem. Natomiast Wiara spojrzała swymi pustymi nie-oczami na Gryza, a potem roześmiała się – szczerze i głośno.
– Nie Gryzku, to kwestia ćwiczeń. Gdybyś spędził całe tysiąclecie w celi dwa na dwa, w której było tylko łóżko i zydel też byś się pewnie tego nauczył.
– Żeżkurwańcka – powiedział Gryz i tym jednym słowem udało mu się wyrazić zarówno podziw, jak i współczucie.
– Dziękuję – odpowiedziała Wiara i mrugnęła do czarta. – Chcesz kakao?
Gryz spojrzał na stół. Obok kubka Boruty, stał znacznie większy kubek, który łudząco przypominał stary, emaliowany garnek z jednym uchem. Wyglądało na to, że Wiara przygotowała go specjalnie dla niego. Czart kiwną łbem i sięgnął po kakao. Siorbnął, mlasnął i wyszczerzy kły.
– Żeżkurwańcka – mruknął z uznaniem.
– Dziękuję. Podstawa to prawdziwe kakao i normalne mleko. Najlepiej takie prosto od krowy, ale może być też filtrowane. Wszystko byle nie ten uhaty syf z kartonu. Aha no i jeszcze miód.
– Nie pomogło? – przerwał ich pogawędkę Boruta.
Gryz odwrócił się do niego, jakby dopiero teraz zauważył, że bożyc siedzi obok niego.
– Jak na to, kurwańcka, wpadłeś?
Boruta kiwnął głową wskazując róg balustrady. Wiara nie zareagowała, ale Gryz spojrzał w tym kierunku. Za balustradą czaił się zbłąkaniec i nagrywał ich swoją wyimaginowaną kamerą.
– Może nie odszedłeś…
– Szedłem pół dnia! – warknął Gryz.
– To ta zbłąkana dusza, o której mi opowiadałeś? Nadal go prześladuje? Możesz mu pomóc? – zapytała Wiara.
Boruta zastanowił się. Teoretycznie, nie tylko mógł, ale powinien pomóc. I nie chodziło nawet o Gryza. Miał obowiązek pomóc temu zbłąkańcowi. Ale sprawa mogła okazać się skomplikowana, a on nie miał teraz za dużo czasu. Wyczuwając jego wahanie, Wiara zmrużyła przezroczyste oczy i powiedziała:
– Musisz mu pomóc.
– Wcale nie.
– Przecież taką masz robotę.
– Tak, ale ja pracuję dla zbłąkańców, a nie dla… tych, których zbłąkaniec nawiedza. A ten – wskazał na człowieka za balustradą – nie poprosi o pomoc. Wydaje mi się, że nawet mu się to podoba.
– Żeżkurwańcka! A mnie nie podoba się! A jak chcesz mnie wywalić stąd, to musisz pomóc!
– U! Stawiamy warunki. No proszę. Widzę, że nie…
– Dość gadania! – warknął Gryz i uderzył garnkiem o stół – Zgadzasz się, kurwańcka, czy nie?!
Boruta kiwnął głową.
– Dobra, ale gdy tylko go odeślę, to ty też znikasz.
Gryz potrząsnął łbem. Boruta uznał, że to potwierdzenie. Wstał i podszedł do natręta. Mężczyzna nie przestawał filować.
– Kim jesteś?
– Ja? – zdziwił się zbłąkaniec, ale nie podniósł wzorku, nawet na chwilę nie oderwał go od wyświetlacza kamery. – Ja? Ja jestem człowiekiem. Pytanie kim wy jesteście? Jakimiś projekcjami astralnymi? Istotami spoza naszego wymiaru?
– Nie widzisz nas, prawda? To znaczy widzisz, ale tylko przez tę namiastkę?
– Jaką namiastkę?
– To co trzymasz w dłoniach. Ta kamera. Ona jest nierealna.
– Co ty chrzanisz? Jak to nierealna? – zirytował się i zbliżył twarz do wyświetlacza – Przecież trzymam ją, tak?
– Ehe. Problem w tym, że ty już nie możesz niczego trzymać. To znaczy tu, na Ziemi. Oczywiście z wyjątkiem namiastek, które sam stworzyłeś.
– Bzdury! Próbujesz mnie zmanipulować. Co? – zbłąkaniec cofnął się. – Nie dam się opętać.
– Opętać? – Boruta wybuchnął śmiechem.
Jego reakcja była tak głośna i gwałtowna, że mężczyzna zrobił jeszcze kilka kroków w tył.
– Tego się boisz? – Boruta ocierała łzy, który pojawiły się w kącikach oczu. – To ty teraz możesz opętywać. Poważnie.
Znów się zaśmiał.
Zbłąkaniec stał w bezpiecznej odległości, a jego twarz przybrała wyraz zagubienia, niepewności połączonej z niedowierzaniem. Nerwowo zerknął na zegarek, na nadgarstku lewej ręki.
Boruta zrobił krok do przodu i zwinnie przeskoczył balustradę, ale nie podszedł bliżej.
– Ja cię chyba kojarzę… Tak. Wczoraj nie przyjrzałem ci się dokładniej. Masz na imię Krzysztof prawda?
Zbłąkaniec westchnął zaskoczony i znów cofnął się o krok. Z rosnącym niepokojem wpatrywał się w wyświetlacz kamery.
– Tak – konturował Boruta – to na pewno ty. Krzysztof Rudzik. Zajmujesz się zjawiskami paranormalnymi. Widziałem kilka twoich filmików na jutubie. Muszę cię zmartwić – większość z tych twoich sensacji o duchach, to całkowite bzdury i fałszywki. Choć muszę przyznać, że jest wśród nich kilka ciekawych przypadków, które wyglądają mi na prawdziwe.
– Widziałeś moje filmy? – Rudzik pierwszy raz podniósł głowę, jakby chciał spojrzeć prosto w twarz Boruty.
– A co? Jesteś zaskoczony, że ktoś taki jak ja korzysta z Internetu?
– Nie, bardziej tym, że na takim zadupiu macie zasięg.
Boruta roześmiał się.
– Zaczynasz żartować. Jesteśmy na dobrej drodze.
– Na dobrej drodze dokąd?
– Tam, dokąd zmierza ta dyskusja. Do zrozumienia kim się stałeś. Bez tego nie będę mógł ci pomóc.
– W czym?
Boruta podrapał się po brodzie.
– Hm, terapia szokowa? – zapytał sam siebie, a potem zwrócił się do Rudzika. – No dobra, zaczniemy od tego co najłatwiejsze. Jesteś martwy.
Rudzik nie zareagował. Tak jakby w ogóle nie dotarły do niego te słowa.
– Tego właśnie się obawiałem.
– Czego? Mówiłeś coś?
– Ehe, ale nieważne. Powiedz mi, jak długo jesteś już na tych bagnach?
– A co to ma do rzeczy?
– Odpowiedz.
– Jestem tu od rana. Czyli… – zawahał się i spojrzał na zegarek – …jakieś pięć, sześć godzin.
– Świetnie. Może nie będzie tak źle. Nie! Nie przerywaj mi teraz. Jesteś tu od rana, ale przed chwilą powiedziałem, że widziałem cię tu wczoraj, a ty nie zaoponowałeś. Dlaczego?
Rudzik chciał coś powiedzieć, ale poruszył tylko ustami. Podniósł głowę i zmrużył oczy.
– Zaczynasz mnie widzieć?
– Chyba. Nie jestem pewien.
– Nie przejmuj się. To może trochę potrwać. Najważniejsze, że nie utraciłeś możliwości logicznego myślenia. Bez tego byłoby nam znacznie trudniej. Wykorzystajmy to zatem. Ustaliliśmy już, że widzisz mnie dzięki tej namiastce – Boruta wskazał na kamerę – ale w jaki sposób mnie słyszysz?
Nie było odpowiedzi. Rudzik znów oderwał wzrok od wyświetlacza i wpatrywał się przez jakiś czas w miejsce gdzie stał Boruta. Potem pokręcił głową.
– To sen, prawda? Jesteś moją podświadomością? Udowadniasz mi nierzeczywistość tej sytuacji. Chcesz żebym się obudził. Po to tu jesteś?
Tym razem Boruta nie odpowiedział. Czekał.
– Dlaczego nic nie mówisz? No tak, jeśli jesteś senną projekcją, to ja decyduję o tym co powiesz. A skoro jestem na skraju przebudzenia…
Rudzik zamknął oczy. Mocno je zacisnął, tak jakby z całych sił na czymś się koncentrował. Kiedy je otworzył, był wyraźnie rozczarowany.
– Nie udało się?
– To pewnie dlatego, że to nie jest normalny sen. Może jestem nieprzytomny albo w komie? Możliwe, że lekarze wprowadzili mnie w śpiączkę farmakologiczną. Teraz czekają aż się z niej wybudzę.
– Po co? Dlaczego mieliby to robić?
– Heh, widzę cię teraz znacznie wyraźniej.
– To dobrze, ale powiedz mi dlaczego uważasz, że możesz być w śpiączce.
– To pewnie przez… – Rudzik urwał, a potem uśmiechnął się i pokiwał głową, jakby właśnie na coś wpadł. – Taaaak, to zaczyna mieć sens. Dlatego śni mnie się, że jestem na tym rozlewisku.
– To znaczy?
– To stało się tutaj. Jechałem za tematem. Nagrywałem nowy materiał. Pamiętam, że rozmawiałem przez telefon z moim znajomym i straciłem sygnał. Stąd pewnie ta dygresja o Internecie i zasięgu. No i cały czas nagrywam. Tak, tak, teraz wszystko zaczyna się układać. Miałeś rację. To znaczy ja miałem rację – zaśmiał się nerwowo. – Wychodzi na to, że nieźle mi się oberwało.
– Oberwało? – dopiero teraz Boruta postawił przerwać wywód Rudzika.
– Tak. Znalazłem… Jak to się nazywa? Gawra? Tak, chyba tak. Znalazłem gawrę niedźwiedzia. Niedźwiedź był w środku i mnie zaatakował.
– Niedźwiedź?
– Tak. Musiał mnie nieźle poturbować, skoro jestem w śpiączce.
Rudzik mówił z coraz większą pewnością. Coraz częściej też zerkał wprost na Borutę. W końcu zupełnie zrezygnował z posiłkowania się kamerą i zawiesił ją sobie na ramieniu.
– Niedźwiedź tutaj? W parku krajobrazowym pod Częstochową?
– Wyobraź sobie jak ja byłem zaskoczony – próbował zażartować Rudzik.
Jego prawa dłoń machinalnie powędrowała do nadgarstka lewej. Palce nerwowo przekręcały pokrętło zegarka.
– No dobrze, załóżmy przez chwilę, że to był niedźwiedź…
– To musiał być niedźwiedź.
– Załóżmy, że ten niedźwiedź cię zaatakował. Nie przerywaj mi proszę – Boruta uniósł dłoń. – Załóżmy, że cię ciężko poturbował. Powiedz mi, dlaczego sądzisz, że ktoś cię znalazł? Skąd ta pewność, że leżysz w szpitalu pogrążony w komie?
– Ale, ale jak to? – zająknął się Rudzik. – Więc gdzie? Uważasz, że jestem nadal na tych mokradłach?
– Hm, według mnie jest bardziej prawdopodobna wersja wydarzeń, która jeszcze lepiej tłumaczy twój stan.
– Tak? A jaka? Wytłumacz mi proszę.
– Wydaje mi się, że się domyślasz. Stąd ta nuta irytacji w twoim głosie.
– Nie wiem o czym mówisz.
– Jeszcze kilka minut temu rzeczywiście nie wiedziałeś. Teraz jest inaczej. Widzisz mnie normalnie. W sumie miałeś trochę racji. Odnośnie tego filmowania. Ta kamera była ci potrzebna, żeby się jakoś pozbierać po śmierci.
– Ja nie umarłem!
– To prawda. Zostałeś zabity.
– Co?! To niedorzeczne.
Boruta spojrzał w wystraszone oczy zbłąkańca. Pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Zabił cię ten… – Bruta odwrócił się w stronę tarasu i spojrzał na Gryza –…ten niedźwiedź, o którym mówiłeś. To nie jest sen.
– Dobre sobie! Jeśli to nie sen, to skąd się wzięło to coś! A ten przerośnięty goryl z rogami?! O tam, za tobą. Przecież nie ma takich zwierząt! A ja mam go nagranego. Sam zobacz!
Rudzik sięgnął po kamerę, ale Boruta go powstrzymał.
– Nie wracajmy do tej namiastki, dobrze? Przebyliśmy zbyt długą drogę. Powiedz mi, widzisz go teraz?
– Nie.
– I tego się trzymajmy.
– Nie. Nie chcę się tego trzymać. To wszystko nie ma sensu. Daj mi spokój!
Rudzik odwrócił się i pobiegł w kierunku najbardziej zaniedbanej i zarośniętej części ogrodu. Boruta pokręcił głową i wrócił na taras.
– Żeżkurwańcka! Udało ci się! Odgoniłeś jego! – zaryczał tryumfalnie Gryz i zerwał się z miejsca.
– Niestety nie. Zapewne niedługo znów się pojawi.
– Żeżkurwańcka! Nieważne to! Tera go nie ma! – znów ryknął w sposób, który miał zapewne imitować śmiech. – Wybaczta mnie zatem, ale skorzystam z okazji i pójdę w krzaki. Znaczy się wysrać.
– Nie musiałeś doprecyzowywać – powiedział Boruta i skrzywił się.
Gryz wzruszył ramionami i pognał w kierunku bramy, a potem dalej w las.
– Co się stało? Opowiesz mi?
– Nie wyczułaś?
Wiara pokręciła głową.
– On nie jest w zasięgu moich mocy. Pewnie dlatego nigdy ich nie dostrzegam.
– Heh, to ciekawe.
– Co?
– Wiesz, że od początku mojego jestestwa zajmuję się zbłąkańcami. Wiem o nich wszystko… Nie rób takiej miny. No dobra, kogo ja próbuję oszukać – roześmiał się tubalnie – wierzę, że wiem o nich wszystko. Teraz lepiej? Chodzi mi o to, że jedną z podstaw ich istnienia, objawiania się w tym świecie, a także materializowania się za Zasłoną, jest wiara. Oczywiście nie zawsze. Poznałaś Feliksa? No, to właśnie on jest jedną z takich nietypowych dusz. Zabito go, ale jednocześnie zablokowano jego duszy dostęp do Zaświatów. Feliks został zbłąkańcem ale…
– Znam historię Feliksa. Potrafię też dodać dwa do dwóch. Wróć do tematu.
Bortua chrząknął lekko urażony. Wiara roześmiała się jak dziecko.
– No już, nie dąsaj się tylko opowiadaj.
– Chodzi mi o to, że wiara to bardzo ważny element ich jestestwa. Wiara w sprawiedliwość po śmierci, wiara w zemstę zza grobu, wiara w to, że jeszcze zdążą załatwić jakąś ważną sprawę, wiara…
– Okej, zrozumiałam. Znam się trochę na tym.
– No właśnie! W takim razie, jak to możliwie, że nie wyczuwasz ich?
Wiara wzruszyła ramionami. Milczała przez chwilę i bujała się na fotelu.
– Może to dlatego, że w to co oni wierzą nie ma już dla nikogo znaczenia.
Boruta przyjrzał się uważnie dziewczynce.
– Dla nich ma.
– I dla ciebie, prawda?
Nie odpowiedział. Wstał, potarł nerwowo czoło i ruszył w kierunku drzwi.
– Gdzie idziesz?
– Do domu, nie widać?
– Ale po co?
– Po latarkę.
Wiara fuknęła zirytowana.
– Wiesz, że czasem zachowujesz się bardziej dziecinnie niż…
– Niż ty? Nie, nie wiem.
– Właśnie o tym mówię.
– To co, idziesz ze mną czy nie?
Wiara znów fuknęła, ale zeskoczyła z chwiejącego się fotela i ruszyła za bogiem.

Diabeł nie śpi cz. III

Comments ( 3 )

  1. Diabeł nie śpi cz. I
    […] Diabeł nie śpi cz. II […]
  2. 1faultless
    2infringe
  3. 2diphtheria
    3supplements