Teksty/Opowiadania/Nie ma dymu bez ognia

Nie ma dymu bez ognia cz. IV

Posted on

Jaga zatrzymała się przed budynkiem. Tuż przy drzwiach na klatkę miotał się Rokita, próbując uniemożliwić trzem ogarom wtargnięcie do środka. Wrzeszczał na nie, szarpał za obroże i odpychał, ale mimo jego usilnych starań, olbrzymie psy, krok po kroku, zbliżały się do wejścia. Bogini uśmiechnęła się. Roki był jedną z niewielu istot, którym ogary pozwalały się tak traktować. Gdyby tego samego spróbował z nimi ktoś nie dopuszczony do stada, rozszarpałyby go jak motankę.
– Łuna! Cień! Rosa!
Psy jednocześnie odwróciły łby, a potem trzema wielkimi susami dopadły do Pani Gonu. Jaga oszczędnie rozdała kilka pieszczot, a potem podeszła do zdyszanego Rokity.
– Kiepska kryjówka – stwierdziła.
Roki zadarł głowę.
– Mogłaś go posłuchać – wydyszał bóg.
– I pozwolić, żeby wypominał mi to do końca dni?
Rokita pokiwał głową.
– Rzeczywiście, to paskudna perspektywa. Lepiej walnąć focha, spuścić Gon ze smyczy, rozpieprzyć pół miasta i nastraszyć mieszkańców.
Bogini wzruszyła ramionami. Roki wetchnął ciężko.
– Wchodzimy? – zapytał.
Zamiast odpowiedzieć, Jaga ruszyła do drzwi.