Dziwotwór jaki jest, każdy widzi #1 Bubak

Posted on

Pęd powietrza rozwiał jej włosy i smagał ją nimi po nagich plecach. Ledwo widziała dokąd leci. Starała się unikać świerkowych gałęzi, ale nie wychodziło jej to za dobrze. Na jej pięknej, młodej twarzy pojawiło się kilka długich, krwawych smug. Policzki zapiekły, gdy strumienie łez zaczęły wpływać do koryt karmazynowych rzek. Zawyła z bólu i bezsilności. Nie chciała umierać. Przecież była taka młoda. Taka młoda. Przecież to była tylko niewinna zabawa. Tylko zabawa. Przecież…
– Bu! Ba! Bo-bu! – krzyknęło coś i zachichotało za jej plecami.
Przed sobą widziała już kraniec lasu i znajdującą się dalej łąkę, która tonęła w bladej poświacie Księżyca. A tuż za łąką świeciło, żółtymi prostokątami okien, wybawienie.
Świeżo rozbudzona nadzieja dodała jej sił. Wrzasnęła radośnie i mocniej ścisnęła udami stylisko. Narzędzie wyraźnie przyspieszyło, ale ona nie była już w stanie nim skutecznie manewrować. Minęła jeszcze dwa olbrzymie pnie, uniknęła zderzenia z trzecim, ale gruby, uschnięty konar, wyciągnięty dwa metry nad ziemią niczym ręka Dobrochoczego, zmiótł ją z pocioska i rzucił w paprocie rozdzielające pasem buforowym las od łąki.
Obudziło ją uderzenie w twarz. Otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą zielony parasol liści. Policzek ją piekł, ale poza tym nie czuła bólu. Spróbowała się poruszyć i wtedy dotarło do niej dlaczego nic nie czuje.
– Meee! Meee! A to ci niespodzianka, prawda? Ha-ha!
W jej oczach pojawiły się łzy, a z krtani wydobyło się łkanie.
– Nie becz! Sama to sobie zrobiłaś! Me-me! Pewnie myślisz, że to źle? Co? Pewnie sobie robisz wyrzuty? Złorzeczysz, co? Sobie? Mnie? He-he! Bo-bu! A zupełnie niepotrzebnie.
Dopiero teraz go zobaczyła. Nachylił się nad nią kudłaty, kozi łeb i uśmiechnął ukazując długie, pożółkłe kły. Krew odpłynęła jej z twarzy. Próbowała wrzasnąć, ale nie udało się nawet jęknąć.
– Bu! Ba! Bo-bu! Biedna misia! Zbladłaś. Źle się czujesz? Powiedz. Może, ci pomogę? Co? Chcesz pomocy? Pomóc ci?
– By… bo… bu…ba… – wyjąkała dziewczyna.
– Bo, co? Bu, jak? Wiesz kim jestem? To dobrze. Bardzo dobrze! Lepiej dla mnie. Gorzej dla ciebie. Głupie ludzkie mięso często myśli, że jestem diabołem. Wyzywa mnie od szatanów albo innych piekielnych dziwotworów. Ha-ha! Bu! Ba! Ale ty nie jesteś głupie mięso, co? Wiesz kim jest stary dobry Bubak, hę? Pewnie ostrzegali cię przede mną. Zupełnie niepotrzebnie. Me-me! Bo ja jestem całkowicie nieszkodliwy. A ty jesteś nieszkodliwa?
Spróbowała coś powiedzieć albo chociaż kiwnąć głową. W jakikolwiek sposób przytaknąć. Przecież była nieszkodliwa. Przecież nie chciała nikogo skrzywdzić. Przecież to była tylko zabawa.
– Mee! Mee! Taaak! Widzisz to w moich ślepiach. A wiesz ty, że oczy naprawdę są zwierciadłem dla duszy? Problem w tym, że wy, źle to interpretujecie. Bo-bu! Głupie ludzkie mięso! He-he! W ogóle nie powinniście tego analizować, tylko brać takim jakim jest. Bo do czego służy zwierciadło? No? Do czego? Do przeglądania! Do zobaczenia samego siebie. Więc nie chodzi o tę duszę, ale tamą! Bu! Ba! O tak! Właśnie tę, która się przegląda w tym zwierciadle. Więc śmiało, przejrzyj się w moich. Dowiedz się czegoś o sobie.
Załkała.
– Me-me! Dobrze! Umiesz w przeglądanie! Bo-bu! A może ty znasz Twardowskiego? Nie? Myślałem, że wy wszyscy się znacie. On też jest czarownicą… Czarownikiem? Bu! Ba! O tak! Czarownikiem! Ale nie takim partaczem jak ty. On też umie dobrze w przeglądanie, bo robi zwierciadła. I to nawet takie, w których nikt nie może się przejrzeć. Dziwne nie? Me-me! Bo-bu! Ale się rozgadałem. Niedobrze, niedobrze. No to co? No to chyba będziemy kończyć?
– Dla… Dlaczego? – wyjąkała.
Stwór przesunął się tak, że zniknął jej z pola widzenia, ale nadal doskonale słyszała jego głos.
– Bo późno się robi, a twój stary dobry Bubak nie ma czasu na pogaduchy. Bu! Ba! O tak!
Spróbowała pokręcić głową, wtedy jej ciało poruszyło się, tak jakby Bubak szarpnął ją, chyba za nogę, chcąc gdzieś przeciągnąć. Oczywiście nie poczuła nic kiedy ją złapał. Przesunęła się nieco po ziemi. Nisko pochylony liść paproci uderzył ją w twarz. Trwało to tylko kilka sekund, a potem znów wszystko zamarło w bezruchu. W bezczuciu.
Może Bubak zrezygnował? Może zostawił ją tutaj? Łudziła się krótko, bo po chwili usłyszała mlaszczący głos dziwotwora.
– Za późno na gadanie. Bubak nie może tak długo siedzieć w tym świecie. Bu! Ba! O nie! Wpada tylko na chwilę, załatwić sprawę z niegrzecznym ludzkim mięsem, a potem musi się zwijać. Bu! Ba! O tak! Zwijać bez gadania.
Zamilkł, więc słyszała już tylko to dziwne mlaskanie. Zebrała się w sobie i znów odezwała do niego, próbując opanować drżenie głosu:
– Nie… nie o to mi cho… chodziło.
– Bu! Ba! Aha! Głupi Bubak, głupi! Ty nie o tym, tak? Chcesz wiedzieć dlaczego ja? Dlaczego ty? Dlaczego tu? Dlaczego tak? Bu! Ba! Powiem ci, bo co mam ci nie powiedzieć. Czekaj tylko chwilę.
Znów to mlaskanie i jeszcze jakieś chrzęszczenie.
– Nie za czarownie – odezwał się w końcu. – Czarownie to fraszka! Wiem, że u was za to palą i pieką. To źle. To bardzo źle. Marnuje się tyle dobrego ludzkiego mięsa. Kto to potem zje? Me! Me!
Więcej chrzęszczenia, jakieś pomrukiwania, a potem kilka mlaśnięć.
– O nie! Czary nie są złe, tak jak i kij. Kijem możesz się podeprzeć. Kijem możesz się odgonić od psów. Kijem możesz nawet wyciągnąć kogo z przerębla albo bagna. Bu! Ba! O tak! To dobre! Ale kijem możesz też walnąć w łeb! Bu! Ba! O nie! A to złe!
Umilkł. Teraz znów wyraźnie słyszała te dziwne odgłosy. Chciała poruszyć głową, spojrzeć wzdłuż ciała, aby zobaczyć skąd one dobiegają, ale jedyne co jej się udało to przyciągnąć uwagę Bubaka.
Stwór przysunął się bliżej i znów nachylił nad jej twarzą. W bladym świetle Księżyca dostrzegła, że czarne kudły na pysku były czymś posklejane. Wyszczerzył się do niej. Spomiędzy kłów wystawały krwawe strzępy surowego mięsa.
– I ty za to właśnie zostałaś ukarana. Bu! Ba! Bo-bu! Teraz już wiesz – powiedział przełykając ostatni kęs, a na jej policzek ściekła karmazynowa stróżka śliny.
Coś zaczęło wrzeszczeć w jej głowie, a ona starała się ze wszystkich sił stłumić ten krzyk. Odepchnąć myśl, która go wywołała. Udawać, że jej nigdy nie pomyślała. Uwierzyć, że nic się nie stało. Że nic się nie dzieje.
Bubak uniósł łapę do pyska i koszmar stał się rzeczywistością. W zaciśniętych szponach stwora tkwiła, niczym nóżka kurczaka, jej prawa stopa wraz z dużym fragmentem podudzia, oderwanym czy też odgryzionym tuż pod kolanem. Dziwotwór przekrzywił łeb i przyglądał się przez chwilę jej reakcji, a potem odgryzł kolejny soczysty kawałek z łydki.
Wśród paproci rozległ się nieludzki krzyk. Księżyc przygasł i z odrazą odwrócił wzrok.